piątek, 21 października 2011

Obca nam tradycja

Książki elektroniczne w postaci plików pdf lub jeszcze lepiej epub stają się coraz popularniejsze wśród młodszego pokolenia otwartego na nowe technologie. Ministerstwo edukacji wydało już rozporządzenie, że wszystkie podręczniki poza nauczaniem początkowym muszą być wydawane równolegle w formie papierowej i elektronicznej. Pewnie w przyszłości szkolak będzie w swojej teczce miał tylko jedną rzecz — tablet. Zakup elektronicznej literatury jest tańszy i można go dokonać bez wychodzenia z domu. Tracimy jedynie zapach papieru i farby drukarskiej. Za to moje coraz słabsze oczy mają łatwiej, gdy czytam dowolnie powiększony tekst nawet po ciemku pod kołdrą.

Halowin

Ukazał się zbiór opowiadań zatytułowany „31.10. Halloween po polsku”. Portal MyApple objął patronat medialny nad tym projektem.Publikacja to zbiór ponad 30 opowiadań autorstwa 25 osób. Książka powstała w ramach pewnego projektu i jest w pewien sposób wyjątkowa, bowiem autorzy poszczególnych historii nigdy się nie spotkali, mieszkają w różnych miastach i krajach, a na co dzień zajmują się różnymi gatunkami literatury. Wszystko odbyło się on-line. Książka dostępna jest całkowicie za darmo w księgarni internetowej Virtual.

Szkoda tylko, że projekt dotyczy zupełnie obcej nam tradycji i jest to kolejny sztuczny amerykanizm podobnie jak tzw. święto zakochanych w zaśnieżonym lutym zamiast w zielonym maju. Na szczęście ta nowa świecka tradycja jakoś marnie się zaszczepia poza stołeczną celebrycką społecznością.

piątek, 14 października 2011

Alan

Leonardo di Caprio zagra w filmie przedstawiającym historię życia genialnego brytyjskiego matematyka i kryptologa Alana Turinga. Turing opracował tzw. bombę Turinga notabene na bazie prac polskich matematyków. Wynalazek ten przyczynił się do złamania kodu Enigmy i znacznie ułatwił rozszyfrowanie niemieckich meldunków wojennych. Turing swoimi pracami dał podwaliny do powstania nowej nauki — informatyki. Wyprzedził swoją epokę, projektując pierwszy elektroniczny komputer. Projekt był najzupełniej poprawny inżyniersko, choć niemożliwy do realizacji w ówczesnych warunkach technologicznych.

Leonardo

Wynalazł tak zwany test Turinga, za pomocą którego do dziś ocenia się zdolności maszyn do posługiwania się naturalnym językiem i do logicznego samodzielnego myślenia w ludzki sposób. Każdy z nas zdaje podobny test za każdym razem, gdy na jakiejś stronie internetowej przepisuje kod przedstawiony na zamazanym obrazku. Sukcesy w życiu zawodowym nie przełożyły się niestety na powodzenie w życiu osobistym. W 1952 roku miało miejsce włamanie do domu Turinga. Podczas przesłuchania nieopatrznie przyznał, że jest homoseksualistą, co wtedy było w Wielkiej Brytanii karalne. Został skazany przez sąd za naruszanie moralności publicznej, a media rozpętały publiczną nagonkę na Turinga. Chcąc uniknąć więzienia, Turing zdecydował się na rozwiązanie alternatywne — terapię psychiatryczną i kastrację chemiczną przez zażywanie estrogenu, w wyniku której wystąpiła u niego ginekomastia. Wyrok sprawił, że naukowiec został odsunięty od ważnych badań i poufnych informacji. W 1954 Turing zamknął się w swojej sypialni popełnił samobójstwo zjadając jabłko zanurzone wcześniej w roztworze cyjanku. Ciało Turinga zostało znalezione następnego dnia. W ręku trzymał nadgryziony owoc. Podobno właśnie to zdarzenie było inspiracją dla Steve'a Jobsa do stworzenia słynnego logo koncernu Apple. Miał to być hołd złożony genialnemu matematykowi i informatykowi.

W 2009 roku premier Gordon Brown pod naciskiem kręgów naukowych przeprosił w imieniu rządu brytyjskiego za tak „straszne i całkowicie niesprawiedliwe” potraktowanie wybitnego matematyka i pioniera wiedzy komputerowej.

piątek, 7 października 2011

Goodbye Steve, see you

„Jechałem w bardzo długą podróż… To była najbardziej samotna podróż w moim życiu. A otrząsnąć się z szoku nie mogę do teraz. W sumie dobrze, że byłem w podróży, napisać i tak bym za wiele nie mógł.

Steve jobs

Miałem bardzo dużo czasu na rozmyślania. Przez te kilka godzin zastanawiałem się na czym polegał geniusz Steve’a Jobsa. Myślałem kilka godzin i wymyśliłem. Steve Jobs potrafił budzić w ludziach emocje. Do tej pory emocje w ludziach potrafili budzić raczej tylko artyści, sportowcy, muzycy, może czasem politycy. Tymczasem od kilkunastu lat te emocje potrafił budzić człowiek, który był szefem firmy produkującej komputery, odtwarzacze mp3, telefon – zwykłe przedmioty codziennego użytku. Dzięki temu obudzeniu w ludziach emocji wokół Apple wyrosła prawdziwa rzesza fanów, blogerów, podcasterów, którzy za całkowitą darmochę robią spółce nieprawdopodobną reklamę i prowadzą, tak jak ja, tę makową ewangelizację (uwielbiam to sformułowanie!). Wokół Apple stworzyła się prawdziwa społeczność, której częścią się czuję również ja. I dobrze się z tym czuję. To właśnie na tym polegał geniusz Steve’a Jobsa – umiejętność obudzenia w ludziach emocji. I za te kilka lat emocji wielkie dzięki Steve.”

Tekst pochodzi z blogu MacTutorial

środa, 5 października 2011

Smutny czwartek

Wczoraj wieczorem Steve Jobs umarł. Do końca pracował dla Apple.

Steve

Pozwolę sobie zacytować kilka słów, które jako czytelnicy Szarlotki wysłaliśmy Stefkowi.

Wczoraj straciłem przyjaciela.
Przyjaciela, którego nigdy nie spotkałem.
Przyjaciela, który nawet nie wiedział, że jestem jego przyjacielem.

Przyjaciela, który zmieniał świat, i który odmienił mój świat.
Na zawsze.

Zmieniał ten świat tak często, że świat ledwie za NIm podążał.
Bo On tak chciał. 

Dziś, gdy jest mi smutno, gdy z trudem hamuję łzy,
wiem, że w wirtualnym świecie, który sam tworzył,
był prawdziwym przyjacielem.

I myśłe, że nie byłby Stevem, gdyby to tak zostawił … bo 


… there's one more thing ….

wtorek, 4 października 2011

Cenzura rozproszona

W Polsce nie obowiązuje chyba prawo precedensu, ale sąd w Tarnowie pozwolił sobie orzec, że to właściciel bloga internetowego po­no­si prawną odpowiedzialność także za treści rozpowszechniane w komentarzach.

Shut your mouth

Zastanawiam się, czy taka interpretacja sądu ma analogiczne przełożenia na kampanię wyborczą — polityk odpowiada prawnie za wszystkie okrzyki z widowni na jego rozemocjonowanym wiecu. I jestem właściwie nawet za rozpatrywaniem takich spraw w przyspieszonym trybie kampanijnym. Mogłoby to bardzo wpłynąć zarówno na ilość jak i jakość wyborczego show.

Shut mouth

Jeśli to nie pomoże to widzę tylko jedno rozwiązanie — szwajcarskie — posłowanie to funkcja społeczna dla aktywnych i chętnych pochylić się nad pomyślnością ojczyzny i jej obywateli.

środa, 24 sierpnia 2011

Stało się

Jak podało CNN dziś 25 sierpnia 2011 roku Steve Jobs złożył rezygnację z funkcji CEO Apple. (kilka mniej lub bardziej znanych zdjęć można obejrzeć tu http://tinyurl.com/stefend). Jednocześnie zarekomendował Tima Cooka na swoje miejsce. Rada dyrektorów wybrała tego ostatniego na nowego CEO w Apple, a Steve Jobs został przewodniczącym rady nadzorczej. Nikt nie ma wątpliwości, że przyczyną są kłopoty zdrowotne, których dłużej nie da się już lekceważyć. Jobs i tak od stycznia pracował na „pół etatu”.

SJobs

Dziś dobiegła więc końca pewna era, już nigdy nie będzie tak samo. Giełda zareagowała nerwowo, choć Steve zostawia firmę na pozycji, na jakiej nigdy wcześniej nie była. Dziś Apple jest największą firmę IT na świecie i jedną z najbardziej wartościowych spółek z marką wartą krocie. Bez Stefka to już jednak nie będzie to.

TCook

W liście Jobsa do rady czytamy: „Zawsze mówiłem, że jeśli kiedykolwiek nadejdzie dzień, w którym nie będę mógł już dłużej sprostać obowiązkom i oczekiwaniom jako CEO Apple, powiem o tym pierwszy. Niestety, ten dzień właśnie nadszedł.Dziś składam swoją rezygnację. Chciałbym nadal służyć firmie, o ile rada uzna to za stosowne, jako członek Rady Nadzorczej, dyrektor i pracownik Apple. Jeżeli chodzi o mojego następcę, to zdecydowanie rekomenduję Tima Cooka jako przyszłego CEO firmy.Wierzę, że najlepsze i najbardziej innowacyjne dni Apple są jeszcze przed nami i oczekuję możliwości obserwowania i uczestniczenia w nich w nowej roli. W Apple poznałem kilku najlepszych przyjaciół w moim życiu i dziękuję wszystkim, że przez tak wiele lat miałem możliwość pracować obok was.”

czwartek, 18 sierpnia 2011

All my God

Po roku spędzonym na urlopie, gdy całymi dniami byłem sam w domu wraz z psem, ten ostatni zaczyna mnie zdecydowanie wkurzać. Ostatnimi czasy łazi za mną nawet do kibelka, a dziś w nocy nadepłem mu na ogon, bo postanowił przenieść się do sypialni i legnąć u mego wezgłowia. Dawniej, gdy wychodziłem z nim na spacer, latał sobie samopas i często musiałem go wołać i czekać aż łaskawie wróci ze mną do domu. Teraz łazi przy nodze, a zostawiony na 5 minut pod sklepem (nie używam smyczy) po chwili jest już między regałami w poszukiwaniu obiektu swojego uwielbienia, czyli mnie. Pogięło go dokumentnie.

Dog

Jako istoty niby znacznie bardziej rozumne zbyt daleko od tego typu psich zachowań wcale nie odbiegamy. Tak mi się wydaje, bo najzupełniej rozumiem tę pierwotną potrzebą „posiadania własnego boga”. Natomiast nie rozumiem tzw. ateistów. Czy naprawdę obdarzeni są tak silną konstrukcją psychologiczną, że nie potrzebują boga? Mam wrażenie, że tego typu potrzeba jest jedną z pierwotnych, choć nie wymienia się jej w tzw. piramidzie potrzeb.

God

W urzędowej opinii mojego zakładu przy określono mnie jako osobę o silnym charakterze. I było to dla mnie najbardziej zaskakujące określenie, jakie tam wyczytałem. Bo ja jak najbardziej odkąd pamiętam odczuwałem tę pierwotną potrzebę posiadania swojego boga. Jest mój, jest nieco inny od powszechnie postrzeganego, sam przez lata wypracowałem sobie jego wizerunek. I tak myślę sobie, że ten wpis jemu właśnie dedykuję. Mam nadzieję, że się mu tym przypodobam.

sobota, 13 sierpnia 2011

Oczyma chłopca

Kolejny raz pozwolę sobie wrócić do babskiego tematu. Trąci trochę zboczeniem — wiem, ale frustrująco fascynuje mnie zagadka inności postrzegania tych gatunkowo spokrewnionych z nami istot. Nie znam się na systematyce biologicznej, ale zapewne to samo łacińskie określenie dotyczy zarówno nas facetów, jak i naszej nieowłosionej krągłej odmiany. A przecież tak nie powinno być. One są zupełnie inne od nas i nie może to wynikać wyłącznie z jakichś tam bliżej nieokreślonych nienamacalnych różnic psychologicznych. Muszą istnieć jakieś przyczyny także w budowie komórkowej, innej przemianie materii, przewodzeniu dendrytów, czy działaniu enzymów. Coś biologicznego musi powodować, że zupełnie nie potrafimy jako faceci ani wczuć się w te ich nastroje, doznania, odczuwania, ani tym bardziej je zrozumieć.

Man on sofaInna sprawa, że obie odmiany człekokształtne doskonale uzupełniają się wzajemnie. On — nigdy nie dorastające wieczne dziecko, ona — z rozbuchanym instynktem macierzyńskim z troską pozwala mu na chłopięce zabawy kolejką nawet, gdy przygotowuje się już do roli dziadka.

Man drinkingPodobno Pan Bóg stworzył je, gdy zobaczył nasze bezradne oczęta. Wymyślił, bo pewnie bał się, że natychmiast po opuszczeniu Raju rozbijemy sobie nos i napytamy sobie biedy. Tak czy inaczej dzięki mu za to, że potrafił tak doskonale przewidzieć nasze męskie potrzeby.

SandJa w tych ostatnich dniach wakacji znajduję zupełnie znów niezrozumiałą przyjemność w przeglądaniu internetowych galerii z kolorowymi fotkami z gatunku „naked girls one the beach”. I nie mam pojęcia, dlaczego tak mnie relaksują te ich krągłości skąpane w słońcu. W każdym razie to jedno z najdoskonalszych dzieł Pana.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Trampki w Londynie

Nie tak dawno rozwodziłem się nad angielskim policjantem i chyba wykrakałem. Ten dżentelmen przyjaciel człowieka okazał się bezradny wobec tego, co przyniosła wakacyjna londyńska ulica. Podejrzewam, że chłopaki w mundurach stali i oczom nie wierzyli, bo też w szkole zupełnie nic nie wspominali o tym, że można demonstrować nie wiadomo w jakiej sprawie niszcząc i okradając sklepy. Nota bene nawet filię Apple Store ewakuowano z obawy przed rosnącym pożądaniem produktów z jabłkiem w cenie $0,00.

Londyn

No właśnie, czy naprawdę nic nie wiadomo o pobudkach tych młodych ludzi? Dobrze jest posłuchać Polaka, który pomieszkiwał nad Tamizą. Tamtejsze spokojne społeczeństwo przemierzające równiutkie chodniki w drodze do swych równiutko ustawionych domków z czerwonej cegły, z równiutko przystrzyżonym trawnikiem za domem i lśniącą limuzyną przed nim, tylko z pozoru chyba było obrazem szczęścia i spokoju. Od dawna gdzieś z dala od tych domków narastało naprężenie, dorastali imigranci różnej maści ze świadomością, że pewne dzielnice, sklepy i uczelnie nigdy nie będą dla nich dostępne mimo, że od dawna mówią „tu jest mój kraj”. Dziwne, bo nigdy wcześniej nigdzie nie słyszałem o angielskim rozwarstwieniu. Więcej, wydawało mi się, że jest to kraj w sam raz dla mnie.

Tramoki2

A co mają z tym wspólnego trampki? Ano te nowomodne buty, kojarzące mi się z płaskostopiem i intensywnym zapachem najtańszej gumy, to chyba panaceum innych młodych ludzi na frustrację taką, jaką zwymiotował Londyn. Tylko trzeba je łykać długo przed, a nie w trakcie.

Trampki

Kilka lat temu szmateksy wrosły w nasz krajobraz i stały się pełnoprawnymi magazynami mody. Dziś nawet p. Kwaśniewska opowiada w telewizji o swoich szmateksowych zdobyczach, choć chyba trzeba ją brać na wpół serio. Dziś też jest moda na trampki zwykłe, kolorowe, na obcasie, odkryte,sznurowane i na rzepy. Nie stać mnie na szpilki od Louboutina, więc lansuję trampki z osiedlowego But-marketu.

 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Przyjaciel człowieka

Nie, nie chodzi mi o czworonoga, bo ten przypomina mi raczej sprzedajczyka, który dawno temu w zamian za kąski z ludzkiego stołu zaprzedał swoją osobowość i odrębność gatunkową. Myślę o polskim policjancie.

Przyjaciel czlowieka

Od jakiegoś czasu starają się bardzo być medialni na pokaz, elokwentni i dobrze wychowani. W tym celu tylko nielicznych dopuszcza się przed kamery — tych przeszkolonych w mowie i piśmie. Za ich plecami ciągle pracuje stary beton, który ma w głębokim poszanowaniu prawno, na straży którego stoi. Brawo dla TVN, który co i rusz wyciąga grzeszki panów w niebieskich mundurach. Wczoraj, gdy pokazali komisarzowi Sokołowskiemu materiał o tzw. bluetaxi z Ostrołęki, po raz pierwszy zobaczyłem, że nawet jego może zatkać. Oczywiście wykpił się, że w tej chwili nic nie może powiedzieć póki nie sprawdzi autentyczności dziennikarskiego nagrania.

Policeman

A mnie marzy się taki angielski policjant, jakiego widziałem tylko na filmie. Polak w Londynie niesie stary telewizor z tzw. wystawki i na widok policjanta polskim odruchem chce dać nogę. Tymczasem policjant (angielski, nie polski) podchodzi i proponuje pomoc w transporcie. Mało z krzesła nie spadłem. Może za 100 lat moje wnuki nie będą tak zdziwione podczas tej sceny, a może sami na polskiej ulicy spotkają takiego policjanta.

czwartek, 23 czerwca 2011

Sama przyjemność

Obowiązki gosposi coraz bardziej mi odpowiadają, a odkąd spożytkowałem talony żony na zakup profesjonalnej patelni w pobliskim domu handlowym gminnej spółdzielni, smażenie stało się po prostu przyjemnością. Nic nie przywiera, szturam sobię te kotlety drewnianą łopatką, a one suną jak po lodzie. W Lidlu zakupiłem silikonowe pędzelki do smarowania tłuszczem i teraz smyram teflonową powierzchnię patelni seledynowymi frędzelkami. Ten teflon w dotyku to jest trochę jak mój makowy głądzik. Panowie, uwierzcie swoim żonom — dobra patelnia to skarb.

Heart frying

poniedziałek, 30 maja 2011

Zapach kobiety

To tytuł znanego chyba wszystkim filmu, ale też zjawisko trudne do zwerbalizowania, a znane, czasem nazbyt dobrze, niewielkiemu procentowi populacji. Ulotne tak samo jak sam tytułowy zapach. Dziwne, bo przecież faceci zupełnie nie są z gatunku węchowców. Bo też pewnie i nie o zapach chodzi, tylko o coś znacznie bardziej złożonego. (często zastanawiam się jak wygląda zapachowy świat mojego psa, który zawsze biega z nosem tuż przy ziemi).

Zapach

Słynne „kobieto, puchu marny” niesie ten sam przekaz i jedynie facet może być autorem takiego stwierdzenia. A zwłaszcza facet, któremu w pewnym momencie życia zabrakło tego miętkiego w dotyku puchu marnego, zapachu ulotnego, delikatności czyniącej z chama dżentelmena.

Scent of a Woman

Innym fenomenem związanym istnieniem cennego żeńskiego pierwiastka w męskim świecie są damskie stopy. Ostatnio panuje w mediach moda na publiczne ogłaszanie gejowskiej orientacji. Ale tylko Szymon Majewski (cokolwiek o nim sądzić) na wizji przyznał się do uwielbienia tejże prozaicznej części kobiecego ciała. Znów trudno zwerbalizować, o co właściwie chodzi z tymi stopami. A jednak niektóre z kobiet doskonale zdają sobie sprawę, że to jeszcze jeden bardzo ważny argument w małżeńskich kłótniach. ;-)

Podeszwy

Pamiętam, że razu pewnego podczas wakacji w Augustowie, pół godziny „oglądałem” okulary słoneczne na jednym z ulicznych stoisk tylko dlatego, że sprzedająca je dziewczyna miała wręcz urzekające stópki odziane w skąpe klapki. Wstyd mi, ale co zrobić.

czwartek, 26 maja 2011

Duma

Marta kupiła sobie za własne pieniądze iMaka. Całej transakcji towarzyszyła jakaś dobra aura — oferta pojawiał się nagle i w rewelacyjnej cenie na Szarlotce. Teraz córcia wraca z pracy ze słowami „stęskniłam się za moim makiem, jest taki śliczny”.

Mania biurko

Ale nie to napawa mnie radością i… dumą. Najbardziej cieszy mnie sam fakt, że podejmując decyzję wydania swoich pieniędzy na nowy komputer nawet przez myśl jej nie przeszło, że będzie to jakikolwiek pecet. Of course Mac, of course my blood!

IMac foot

środa, 25 maja 2011

Czas na reklamę

Obama chwalił nasze kochane Apple, a to chyba nawet cenniejsze niż wysokie miejsca w rankingach na ludzi roku lub dekady w biznesie i pozycja produktów Apple w czołówce w testach sprzętu komputerowego.

Jobs Barack

Barack wymienił Steve’a Jobsa jednym tchem z innymi ważnymi ludźmi nauki, techniki i biznesu z historii USA w swoim przemówieniu. I nie zrobił tego byle gdzie, bo w parlamencie Zjednoczonego Królestwa w Westminsterze, a nie jakiegoś pośledniego kraiku (Polska?). Jego przemówienie usłyszeli widzowie wielu krajów świata, w tym i u nas. Ciekawy jestem, czy Jobs sprezentuje Obamie jakiś mały gadżecik, jak swego czasu Mediewiewowi.

Steve teraz wczesniej

Niech nam żyje 100 lat.

sobota, 21 maja 2011

Smak jabłek

Apple otwiera własną uczelnię dla swoich pracowników, jak podał magazyn Fortune. Steve Jobs zatrudnił specjalistę ze sławnej Yale School of Management, by uruchomić mini uniwersytet. To kolejny dowód na wyjątkowość firmy i jej szefa, albo jeszcze jeden powód, by popukać się w czoło. Znając historię Jobsa takie decyzje nigdy nie są dziełem przypadku.

czytaj dalej…

piątek, 20 maja 2011

Dwie połówki

Zakochani zazwyczaj bełkoczą coś o dwóch połówkach (ja też swego czasu miałem takie majaki). I z reguły zaraz potem przychodzi im do głowy czerwone jabłko brutalnie przekrojone ostrym narzędziem.

2polowki1

Zastanawiam się, czy ma to jakiś związek z niegdysiejszym incydentem w raju? No bo dlaczego akurat jabłko? Czy Eskimosi też krajają w takich momentach ten skądinąd sympatyczny owoc? Czy Eskimosi w ogóle wiedzą, jak wygląda jabłko? Nie, żebym miał coś do jabłek, wręcz przeciwnie, jabłczane komputery są najmilsze memu sercu. Ale dlaczego nie gruszka na ten przykład? Mnie ona kojarzy się z damskim łonem (ale nam facetom wszystko zawsze kojarzy się tylko z jednym). Nie mam pojęcia, z czym może się ona kojarzyć mojej drugiej połowie.

2polowki4

Albo może truskawka? To chyba tenże owoc podaje się do szampana, gdy nasza „druga połówka” od pół roku domaga się tzw. kolacji przy świecach.

2polowki5

Niniejszym chciałbym zaproponować wszystkim, będącym pod wpływem amoku popularnie zwanego zakochaniem, dwie wisienki jako symbol tego, co ich łączy.

Wisienki

Oddają one, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej różne aspekty sytuacji, w jakiej tkwią po uszy zakochane pary — razem, a jednak osobno, osobno, ale jednak na uwięzi, blisko, ale nie za blisko, no i żadnych ostrych narzędzi, żadnego połowienia itd..

Cały ten amok jest przecież tak ulotny, że byle powiew może go spłoszyć i co ja potem zrobię taki jabłkowo przepołowiony.

2polowki3

wtorek, 17 maja 2011

Tuskawki i starsza pani

Nie będzie to oryginalne z mojej strony, ale wpis dzisiejszy ma charakter reprymendy takiej samej, jakie Pan Premier rozdaje na prawo i lewo swoim ministrom miast mandatów.

Od czasów komunistycznych pamiętam, że szkoła powinna uczyć patriotyzmu. Tyle, że dawniej sprowadzało się to do prowadzania dzieci po cmentarzach i na sztywne akademie, a dzisiaj… sam nie wiem, może niech dzieciaki oglądają w tivi „Kocham Cię Polsko”, gdzie będą mieli okazję zobaczyć w wykonaniu gwiazd, do czego prowadzi zbyt częste chodzenie na wagary. Bo dziś premier naszego kraju podczas oficjalnej wizyty rzuca „Wasze truskawki są lepsze od naszych”. No niech tam, ja mógłbym coś takiego powiedzieć, ale nie premier. Choć i tak bym nie powiedział, bo nie lubię chwalić cudzego, raczej bym przełknął i przemilczał.

Truskawki nasze

Ostatnio zaskoczyła mnie wypowiedź Cejrowskiego, że chciałby powrotu arystokracji w Polsce i króla. Opowiadał o tym, że w bloku, gdzie kiedyś mieszkał, spotykał w obskurnej windzie starszą panią, która niewątpliwie w swoim zachowaniu i ubiorze była arystokratką acz biedną. Kolesie w dresach, też tam pomieszkujący, zaczepiali każdego, ale nigdy starszej pani. Zawsze wystarczało jedno jej spojrzenie.

Tusku z pewnością nie należy do arystokracji.

Old lady

niedziela, 15 maja 2011

Jestem normalny

Z najnowszego badania rynku przeprowadzonego przez Ericssona wychodzi, że 1/3 zapytanych uruchamia jakąś aplikację na swoim smartfonie zanim jeszcze wstaną z łóżka. Oczywiście badanie nie uwzględniało polskiej ściany wschodniej i tym podobnych niecywilizowanych regionów.  Jeszcze więcej zagadniętych przez Ericssona włazi na Facebooka zanim wezmą coś do ust (mam na myśli am am).

SocioNarkoman

Dla mnie też bez komputera nie ma życia, ale nie aż tak. Póki co jestem jeszcze normalny, choć pewnie już niedługo, bo jak wskaźniki przekroczą 50%, to tacy jak ja będą w mniejszości, a więc nienormalni.

Poza tym zupełnie nie kumam tego Facebooka — pogmatwany, wszędobylski, połowa świata „like it” i ciągle mi ktoś coś bazgrze po jakiejś tablicy (nigdy jej nie odnalazłem, więc nie wiem, czy nie trzeba już zetrzeć).

sobota, 14 maja 2011

Fenomen

Jadąc samochodem zachowuję szczególną ostrożność widząc w pobliżu białogłowę. Żaden to szowinizm, seksizm, rasizm ami inne zboczenie. To wyraz zrozumienia raczej, które przychodzi po latach zastanawiania się nad fenomenem stworzenia Ewy. Ja tam się nie znam, ale zakładam, że prawdą jest pomysł Stwórcy, by zaimplementować kobiecie 10 razy więcej zakończeń nerwowych niż nam facetom, stereoskopowe widzenie 65536 barw (przy męskich ośmiu), zmysł powonienia zdolny namierzyć perfumerię z odległości kilometra i do tego wszystkiego rozbuchany instynkt macierzyński. Przy takim nawale bodźców bombardujących mózg chyba nie większy od męskiego te trzy kolorowe światełka na skrzyżowaniu naprawdę mogą umknąć uwadze kobiety, a co dopiero mój maleńki mrugający kierunkowskaz.

Zapach kobiety

piątek, 13 maja 2011

Moda na dzieci

Prawie każdy z nas miał te dwadzieścia parę lat i wtedy panie marzyły o niebieskookich dzieciach a panowie o wypasionej lustrzance. Z połączenia tychże marzeń powstawały takie zdjęcia:

dzidzia

Nie tak dawno w tivi oglądałem jakiś wywiad z młodymi mamami, których dziś nie stać na takie marzenia, za to poddają się nowej modzie na posiadanie pewnego nieco mniej kosztownego zastępnika — laleczki. Ale nie są to zwyczajne laleczki. Towarzyszy im cały biznes: kupuje się im ubranka, chodzi do specjalnego fryzjera, są też stosowne mebelki w postaci siedziaczka czy innego fotelika.

Lalki

Prawda, że śliczne?

Lepsze to niż lalki porcelanowe, które jeno kurz zbierały. Takie to i na spacer zabierzesz, i do fotografa (jeśli tata nie ma wspomnianej lustrzanki), a na kawę do znajomych nie wstyd pochwalić się pociechami.

Wyginiemy jak dinozaury nawet jeśli żaden meteoryt nas nie potrąci.

Antydzidzia

Znalazłem też przypadek lalko-baby chyba z gatunku tych niegrzecznych. To chyba dobrze, że producenci specjalnie uwzględnili i ten przypadek spotykany wśród zwolenników tradycyjnego macierzyństwa.

wtorek, 10 maja 2011

Koniec Skype'a jakiego znamy

Microsoft rozczął swoją karierę od kupna od nieznanego nikomu informatyka (patrz film „Piraci z krzemowej doliny”) za kilka dolarów systemu DOS, który poddano liftingowi i sprzedano za tysiące $ dla IBM pod nazwą MS-DOS. System był uważany za jeden z najbardziej zapluskwionych. Stąd szybko powstał jego bezpłatny zamiennik PC-DOS. Dziś Microsoft kupił Skype i wydał na to tak dużo kasy, jak nigdy dotąd, a kupił już sporo różnych firemek.

Więcej na https://belffer.wordpress.com/2011/05/10/skype/

Chłopaki na liście dyskusyjnej śmieją się, że od teraz dostępny będzie w wersjach (i cenie): Starter, Home, Premium, Professional i Ultimate. W wersji 64-bitowej wyłączona będzie funkcja rozmowy ze względu na brak sterowników obsługujących mikrofon, ale za to obraz będzie w rozdzielczości HD. :-)

Jutro to już może być historyczny zrzut ekranu z makiem.

Skype

niedziela, 8 maja 2011

Lista

Postanowiłem zacząć tworzyć listę krzywd. Psychologia mówi bowiem, że wygadanie się pomaga. W przyszłości lista posłuży do stworzenia bardziej praktycznego pisma.

Moja prywatna pani psycholog ma zadziwiającą, wrodzoną wręcz zdolność słuchania. Korespondując z nią oczekuję jednak odruchowo dialogu, a nie tylko przytakiwania. Ona chyba to wie, bo przetyka jednak swoje wypowiedzi bardziej kreatywnymi stwierdzeniami.

Ostatnio doszedłem do wniosku, że rano lubię po prostu zasiąść do maka. Wygląd samego komputera, systemu, intuicyjność aplikacji, schludna stonowana kolorystyka sprawiają mi po prostu przyjemność. Jeśli ktoś był w IKEA to zapewne wie o czym mówię, a raczej piszę. IKEA też ma bardzo specyficzną stylistykę i filozofię. Lubię po prostu chodzić po ich sklepach, acz oczywiście nigdy nie wychodzę z pustymi rękami — choćby drobiazg, bo oczywiście na wiele więcej mnie nie stać. Do dziś najchętniej w domu używamy szklanych miseczek marki IKEA, które są jakby idealnymi półkulami bez żadnych dodatkowych zdobień. Sztućce kupione jakiś czas temu to po prostu klasyka kształtu — znów tylko idealna forma bez ozdóbek. Szkoda, że najbliższy sklep dopiero w Gdańsku.

piątek, 6 maja 2011

Cytat z Pani Asi

Chyba zapomniałem napisać o źródle moich dywagacji. Oto ono:

„Ze względu na to, że Pana podręcznik bardzo dobrze został oceniony przez recenzenta, jeżeli chodzi o sposób przedstawiania treści, układ i zamysł, czego nie możemy powiedzieć o materiale, który przygotował dla nas autor pod system Windows, chcielibyśmy zaproponować Panu współpracę, która polegałaby na tym, że Pana podręcznik chcielibyśmy wykorzystać jako bazę do podręcznika pod system Windows. W tej książce, byłby Pan oczywiście jej współautorem. Panie Jarku, mam nadzieję, że nie odbierze Pan tej propozycji negatywnie. Wiem, jaki ma Pan stosunek do systemu Windows, ale jestem pewna, że przedstawiona propozycja byłaby gwarantem, że podręcznik pod system Windows byłby również dobry. Wszystko zależy wyłącznie od Pana. Mam nadzieję, że nie ma Pan mi za złe tej propozycji.”

Na zakręcie

W końcu napisałem trzy sztuki życiorysu i poniosłem do ludzi. Dowartościowałem się ostatnimi pochwałami za moje pisanie, a jak jeszcze w niedzielę jakiś szemrany typ na mój widok skłonił się w szerokim „dzień dobry”, kontrast z mobbingiem, jaki już na mnie czeka za drzwiami ukochanego zakładu pracy, podskoczył chyba powyżej stanu alarmowego. Coraz bardziej odczuwam potrzebę pracy wśród ludzi, którzy czegoś chcą i pozwolą mi chcieć. Już nawet nie żeby pomagali, wystarczy, że nie przeszkadzaliby. Zbliża mi się 5-ty krzyżyk, a mnie ciągle się chce. Budzę się o 5-ej rano z myślą, czy już wypada wstać, kawę zrobić i poklepać w klawiaturę. Szkoda mojej energii na jakieś wojny podjazdowe, kiedy jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia. Na szczęście środowisko polskiej edukacji jest tak leniwe, że nikt mi tej twórczej roboty nie podbiera.

sobota, 30 kwietnia 2011

Nowa era

I nie chodzi o to całkiem dobre polskie wydawnictwo.

Rok temu wartość Apple przekroczyła wartość Microsoftu. Wczoraj dochód netto Apple przerósł dochody Microsoftu. Niechybnie jesteśmy świadkami końca ery peceta i narodzin ery urządzeń mobilnych, dokumentów przechowywanych w chmurze zamiast na dysku, sklepów internetowych (App Store, Android Market, iTunes Store, Nokia Store itd.). Google pracuje nad systemem operacyjnym, który zamiast w komputerze będzie w internecie. Kupujesz nowy komputer? Nie musisz niczego instalować na nowo, bo wszystko co miałeś zainstalowane, jest i tak w chmurze.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Blogowanie

Doczekaliśmy się dziwnych czasów, których dziwność dla mnie – informatyka – może i wcale nie jest taka niedorzeczna. Minister Radek nie był z przyczyn służbowych na konferencji prasowej, ale spokojnie komentował sobie jej przebieg na swoim Tweeterze, siedząc w Berlinie bodajże. Dla tych, co nie wiedzą, Tweeter to takie cuś, co pozwala rozgłaszać swoje myśli w sieci na bieżąco i są one widoczne dla wszystkich osób obserwujących ćwierkającego.
Blogowanie, takie jak to, też chyba wkrótce przejdzie do lamusa. Coraz więcej fanów zdobywają sobie podcasty (wpisy są w formie nagrań dźwiękowych) i wideocasty (wpisami są nagrania filmowe). Co tam czytać czyjś pamiętnik internetowy. Słyszeć głos blogera, a tym bardziej widzieć go, to dopiero wyższy stopień obcowania z kimś zza oceanu.
Dziś znalazłem program (na maka) pozwalający wygodnie i estetycznie prowadzić multimedialny pamiętnik. Reklama do obejrzenia tu:

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wszystko kiedyś przemija

W przyszłym roku ma ukazać się pierwsza autoryzowana biografia Jobsa. Czas chyba ją spisać dla potomnych.
Co jakiś czas makowym światem wstrząsa informacja o kolejnej nieobecności szefa Apple. To rak trzustki powoduje, że Stefek taki wychudzony od ponad roku. Póki co ciągle mu się udaje, wraca na kolejne Keynote. A co jeśli kiedyś nie wróci?
Chyba nie tylko ja tego sobie nie wyobrażam. Bez niego Apple to już nie to samo. Przecież nie ma na świecie drugiej takiej firmy, która produkowałaby komputer sam w sobie, inny niż wszystkie, z własnym systemem, własną filozofią. A to wszystko napędza Stefek ze swoim wizjonerstwem.
Trudno to wyjaśnić komuś, kto nie spróbował maka. Niby komputer jak wszystkie inne, ale trzeba poczuć pod palcem dotyk gładzika w maku, by wiedzieć na czym polega różnica. Każdy laptop ma klapę z ekranem, ale tylko makowy nie ma wystających zatrzasków, które zastąpił niewidzialny magnes dookoła ekranu. Rynek zdobywają telefony z ekranem dotykowym, ale który z nich potrafi odczuć dotyk moich kilku palców jednocześnie? Tylko ten od Stefka.
Wiem, to drobiazgi. Ale to dzięki nim facet mówi o kobiecie "ona ma to coś", nie umiejąc nawet zwerbalizować, co ma na myśli. Zapach kobiety to tak jak dotyk maka. Jak to zdefiniować?

niedziela, 10 kwietnia 2011

Strzał w 10

Pomysłowość Stalina porównałbym z tą, zaprezentowaną przez organizatorów zamachu 11 września. Katyń zmienił historię Polski diametralnie. Wymordowanie polskiej inteligencji dało nam 40 lat rządów durnej klasy robotniczej. Czysta demagogia. Ile wart w polityce jest byle chłop siłą od pługa oderwany pokazał sławetny Lepper.
Dziś chciałem pochylić czoła nad Lechem Kaczyńskim. Nikt nie zrobił tyle dla Katynia, co on, rozpier...jąc tak skutecznie swój samolot na lotnisku pod Smoleńskiem.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Nieporozumienie

Szukam Ci ja pracy jako belfer od komputerów. Pani dyrektor mówi mi na to „…no ale pan na macintoshach uczy, a nasze dzieci mają pecety i pewnie czułyby się zagubione…”.
I c mam powiedzieć? Znów tłumaczyć? Przecież to tak jakby na kursie prawa jazdy powiedzieć „pan uczy jeździć fiatem a ja mam opla, więc poszukam innego wykładowcy”.
Nie uczę ani na macintoshach, ani na pecetech.Uczę technologii informacyjnej. Dobrze przyuczony fachowiec wbije gwoździa każdym młotkiem, bo nie chodzi o młotek tylko o to, żeby gwóźdź został wbity dobrze i bezpiecznie.
Najbardziej wkurza jednak to, że to ja mam się tłumaczyć, a nie ci pecetowi nauczyciele, którzy wypuszczają kalekie dzieci, którzy uczą tylko obsługi windows, worda i painta. Z resztą przez wiele lat miałem tych „nauczycieli informatyki” na kursach i nawet z obsługi worda postawiłbym im dwóję. Nic tylko spacje, entery i tabulatory. (http://belffer.republika.pl/files/pismo.jpg) — cała ich wiedza. Do tego może jeszcze wordarta wstawić, bo to takie fajne. A jak im worda zabrać, to stają się bezradni jak małe dziecko.
A u mnie w programie 4 edytory tekstu, 7 przeglądarek itd. A temat brzmi „znajdź podobieństwa i różnice w działaniu tych programów”.
No tak, ale to ja jestem ten kulawy belfer.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Dziwny koniec

W sobotę postawiłem ostatnią kropkę w pracy nad wstępnym materiałem książki. Teraz przez rok wróci ona do mnie jeszcze kilkanaście razy po korektach helionowych fachowców od wszystkiego.
Ostatnia kropka dziwnie wybrzmiała. Siadłem sobie ci ja po południu by napisać ostatnie akapity. Maczek na kolanach, w telewizji film o papieżu z okazji rocznicy śmierci. Piszę, słucham jednym uchem, spoglądam jednym okiem. Ostatnia kropka zbiegła się z końcem filmu, pojawiły się napisy końcowe i specyficzna muza. Wiem, wiem. Bzdury. Ale mnie się zrobiło tak jakoś. Mam nadzieję po prostu, że podoba się Panu to, co robię i jak spędzam swoje marne życie. Tylko tyle.

wtorek, 29 marca 2011

Standardy

Działanie internetu jako medium ogólnoświatowego opiera się na pewnych standardach. Anglicy nie trzymają się standardów i potem są kłopoty z kierownicą po prawej stronie. Dla jednych standardy służą do tego aby z nich sprawnie korzystać, a dla innych jako narzędzia handlowe. Microsoft wielokrotnie wprowadzał drobne „usprawnienia” standardów dla celów skutecznego zwiększania sprzedaży swoich produktów. Jednym z takich zabiegów było zapisywanie załączników w listach elektronicznych troszkę inaczej niż reszta świata. Wszystko niby zgodne ze standardami za wyjątkiem tego, że żaden niemikrosoftowy program pocztowy takiego załącznika potem nie mógł z listu wydłubać. Sfrustrowany kolejnym takim listem otrzymanym od swoich korespondentów odbiorca, pędził wydać swoje pieniążki na programy Microsoftu, które „jako jedyne na świecie są tak dobre, że potrafią odczytać listy z załącznikami”. Przykłady można by mnożyć. Sami przecież znacie problem, gdy ładowarka „w gościach” nie pasuje do Waszej komórki.

sobota, 26 marca 2011

Ufff

Kooniec. Kolejne studia pozostaną już tylko papierem w aktach. Chwilę muszę odpocząć i pomyśleć, co dalej. Za rok w końcu ukaże się mój podręcznik do szkoły średniej, który próbowałem wydać 10 lat temu. Jeśli tym razem uda się, to pióro można będzie odstawić. Kolej na inwestycję w siebie. Jest kilka rzeczy, które bardziej chcę opanować niż pisać.
Przy okazji studiów dyskutowaliśmy z profesorem nad mierzalnością pracy nauczyciela. Mam kilka pomysłów. Na przykład żadne tam A, B, C, D. Punkty gromadzone jak w Tesco. Od zera w górę, brak granicy górnej, bez określania, kiedy szkoła jest the best, czy ta z 1000 punktów, czy z 1000000. Ale rodzice pewnie wybiorą tę drugą, bo punkty są upublicznione. A skąd biorą się punkty? Ano zewsząd: zdobywa je każdy nauczyciel, każdy uczeń, przelicza się procentowo (żeby mała szkoła miała te same szanse, co duża) i wkłada do wspólnego worka. Punkty za studia podyplomowe, za szkolenia, za wycieczki, za pisarstwo, za pracę społeczną, za wyniki itp. Przy okazji punkty zdobyte przez nauczyciela procentują w dodatku motywacyjnym.
Hospitacje won. Za to w każdej chwili dyro czy ktoś inny może przyjść z kamerą i sfilmować całą lekcję. Nagranie wkłada się do akt, służy kontroli i okresowej ocenie, jest całkowicie obiektywne, jest czystym dokumentem.
Wszystkie drzwi w szkole przeszklone. Ja mam prawo widzieć, co robi dyrektor, on ma prawo widzieć, co ja robię. Tańsze to niż monitoring, a jakie skuteczne.
Okresowe obowiązkowe badania psychiatryczne nauczycieli standaryzowanymi testami. Okresowe egzaminy z wiedzy metodycznej i fachowej, standaryzowane w całym kraju. Coś jak test sprawnościowy w policji czy wojsku. Za wyniki takich testów oczywiście punkty.
No i ostatni pomysł — anonimowy serwis internetowy, gdzie uczniowie i rodzice na bieżąco, na co dzień mogą oceniać pracę szkoły i swoje zadowolenie.

poniedziałek, 21 marca 2011

Śniadanie do łóżka

W końcu udało mi się obejrzeć tę kolejną polską komedię romantyczną. Za jakiś czas dzieci w szkole będą chyba pisać rozprawki o tymże nurcie polskiej kinematografii początku XXI wieku.
Karolak jak zwykle świetny. A w duecie z Adamczykiem oczywiście rozkładają na łopatki konkurencję. Acz obaj grają za każdym razem w ten sam komediowy sposób. Adamczyka poznałbym już po samych ruchach jego cienia. Jak nic nie zmieni, zrobi się w końcu nudno.
Ale kładąc się do łóżka po obejrzeniu filmu zastanawiałem się nad samym tytułem tegoż. Kto wymyślił śniadanie do łóżka? Toż to zupełnie nie wygodne jeść w łóżku, niebezpieczne dla konsumenta i jego pościeli, a wręcz niesmaczne tak się odżywiać z zaropiałymi ślepiami, sterczącymi kudłami i spoconymi pachami… fuj. Nie wygodniej przy stole jak ludzie cywilizowani?

sobota, 19 marca 2011

Bul

Oj bolało, bolało. Jeszcze żeby ten nasz prezydent wczoraj po prostu przeprosił i nic więcej, można by mu wybaczyć. A ten nawet nie zrozumiał, że cokolwiek powie ponad przepraszam, będzie tylko gorzej, Wytykaniem „obiatu” sięgnął dna.
Chciałbym, by któryś z dziennikarzy zadał mu i nie tylko jemu pytanie, czy w związku nie powinien pomyśleć o znacznym zwiększeniu wydatków na polską oświatę.

piątek, 18 marca 2011

Pruderia

Dookoła naszych granic jest 9 elektrowni atomowych. Najbliższa tuż tuż w Obwodzie Kaliningradzkim. A w Polsce ani jednej. Powtórzę, co za wiocha. Wszyscy mają, tylko nie my.
Z elektrowniami atomowymi jest jak z samolotami. Raz w roku spadnie jakiś, zginie 300 osób i wielkie halo. Co tydzień na tylko polskich drogach ginie 100 osób, tydzień w tydzień. W zeszłą sobotę na moich oczach w jednej kolizji 4 trupy. Każdego roku umiera kilka tysięcy kobiet na raka piersi, a ja nic o tym nie słyszę w telewizji. Ale lekarza aresztują przed kamerami dla gry politycznej i w ślad za tym liczba przeszczepów w całym kraju spada prawie do zera.
Ludzie, dlaczego dajecie się zwariować? Wiem, bo polskie szkoły są jakie są i dawno przestały już uczyć myśleć samodzielnie. Wkrótce będziemy półgłówkami jak Amerykanie.

środa, 16 marca 2011

Japan

Po ostatniej wydarzeniach w Japonii cały świat podziwia zdyscyplinowanie całego ich narodu. Inna sprawa, że cała ta japońska powierzchowność jest zapewne okupiona dziwną psychiką Japończyka. To przecież nie gdzie indziej, ale właśnie tam skupowano używane majtki od uczennic. Nie można być zawsze opanowanym, uprzejmym, zdyscyplinowanym. Gdzieś musi być wentyl bezpieczeństwa.
Tak czy inaczej idę o zakład, że to co dla nas byłoby klęską, dla nich stanie się motorem wzrostu i lekiem na światowy kryzys.
A elektrownie atomowe i tak będą i oby jak najszybciej kilka powstało u nas. Straszna wiocha, że nie mamy jeszcze ani jednej.

poniedziałek, 14 marca 2011

Niedziela

Wstałem sobie po 6-ej, ledwie siadłem do komputera, a tu karetka pod oknem przejechała. Jakoś mnie tknęło, że pojechali gdzieś niedaleko. A że samochód poprzedniego dnia został po domem, szybko wskoczyłem w ubranko i ruszyłem za dźwiękiem syreny.
No i mam krótki reportaż ze zderzenia czołowego. Cztery trupy na miejscu. Pierwszy raz podążyłem za służbami i od razu taka poważna kolizja. Nie było łatwo, służby są chyba uczulone na paparazzi, więc bardzo wszyscy mnie obserwowali i odganiali.
Dziś chyba skoczę do Olsztyna, ale strach po tym co widziałem pozostał. Trzeba być ostrożnym. Jeden z tych samochodów nic nie zawinił, to drugi jechał zbyt szybko i wpadł w poślizg, a zginęli wszyscy. Tego nie da się przewidzieć. Wsiadasz rano, wieziesz córkę na dworzec i jest to ostatnia Twoja podróż. Nawet się nie pożegnali z domownikami.

piątek, 11 marca 2011

Zamiana miejsc

Gdyby jeszcze rok temu żona zaproponowała mi zamianę ról (ty zajmij się domem, a ja będę pracować), bym się przestraszył. Dziś odpowiedziałbym „bardzo chętnie kochanie”. Tak, z chęcią zajmę się domem, gotowaniem, sprzątaniem, praniem, zakupami itd. Kurcze, co te kobiety mi do tej pory wpierały, że to takie marne zajęcie. Przeciwnie — praca stała, spokojna, regularny tryb życia, bez stresu, bez szefa nad głową, bez dodatku motywacyjnego. Tylko co z tym ZUS-em?

wtorek, 1 marca 2011

Ku końcowi

Ostatni zjazd na studiach za mną. Teraz już tylko egzamin końcowy. Gorzej, że okazało się, że mam jeszcze sporo do zapłaty. Myślałem, że mniej. Przebrnąłem też w pisaniu przez rozdział o bazach danych. Nie ma jak go ugryźć, bo co można zrobić na 15-u stronach w temacie, który daje chleb większości tzw. informatyków. Zostały mi więc już tylko dwa dosyć proste rozdziały. Do końca marca powinno być zrobione. Potem poradnik, na który mam pewną koncepcję, ale znów nie będzie to jakaś fascynująca robota, bo trzeba tam zawrzeć plany wynikowe itp. tabelki.

czwartek, 24 lutego 2011

Głupota w większości

Cóż to jest większość? Większość to głupota. Bo rozum przecież był zawsze w mniejszości. Państwo, którym rządzi większość i głupota, prędzej czy później musi upaść. A czy przypadkiem demokracja nie opiera się na rządach większości? Pozostaje zatem tylko rodzina jako podstawowa i trwała jednostka, w której autokratyczne rządy sprawuje głowa rodziny, a nie jakaś tam większość.

wtorek, 22 lutego 2011

Plotka

Po zimie niektóre dziury w jezdni są tak duże, że chodzą słuchy, iż na wiosnę mają je zarybiać. Jak to usłyszałem, prawie się oplułem ze śmiechu.

Polskie drogi

Przyszło mi odbyć podróż do Łodzi i z powrotem. Okazało się, że nasz asfalcik do Olsztyna to marnota. Nigdzie po drodze nie spotkałem takich poprzecznych seryjnych pęknięć jak tu. Za to zupełnie nie wyobrażam sobie, jak ludzie mogą jeździć bez GPS-a. Oznakowanie polskich dróg jest żadne, każdy wójt stawia znaczki po swojemu, a ktoś mądry wpadł u nas na pomysł porobienia wysepek na środku drogi do skrętu w lewo. Ja rozumiem zasadność ich istnienia, ale wykonanie jest wręcz niebezpieczne. Gdy śniegu nieco na szosie, nagle wyrasta Ci wysepka i to czasem z metalowym słupkiem na środku.

czwartek, 3 lutego 2011

wtorek, 1 lutego 2011

Ściąganie

Zeskanowane notatki koleżanki plus maczek zaowocowały piątką z pisemnego egzaminu. Postanowiłem więc udoskonalić metodę i skany wrzucić do prezentacji, której slajdy będę przerzucał pilotem trzymanym pod stolikiem. Więcej powiem. Każdy slajd przedzieliłem czarnym ekranem z widokiem zegara, więc gdyby ktoś chciał mi nagle zajrzeć w ekran, to...

środa, 26 stycznia 2011

Modlitwa św. Tomasza z Akwinu

Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam,
że się starzeję i pewnego dnia będę całkiem stary.

Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.

Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym;
czynnym, lecz nie narzucającym się.

Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości,
jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym
zachować do końca paru przyjaciół.

Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia
w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.

Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań
i cierpień w miarę jak ich przybywa, a chęć wyliczania
ich staje się z upływem lat coraz słodsza.

Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami
o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.

Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię
o większa pokorę i mniej niezachwianej pewności,
gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.

Użycz mi chwalebnego poczucia,
że czasami mogę się mylić.

Zachowaj mnie miłym dla ludzi,
choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.

Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy
to jeden ze szczytów osiągnięć szatana.

Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w
nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach.
Daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Co to jest internet

Pojawiła się nowa definicja internetu, na wskroś nowoczesna, trendi i prosta jak kłębek sznurka w kieszeni. Poznałem ją dzięki swoim dobrym kontaktom z młodym pokolenie. Ale do rzeczy.
Co to jest internet?
Internet to jest to coś, na czym działa Facebook.

niedziela, 23 stycznia 2011

Stolica

Zaprowadzili nas ADE do knajpy stołecznej „U kucharzy”. W gazetach o niej pisali, że Warszawiacy się tam spotykają, a miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
Knajpa przerobiona ze starej gierkowskiej kuchni. Właściwie to oni tam chyba nic nie remontowali, tylko kuchenne stoły prześcieradłami przykryli. Nawet tynk ze ścian odpadał, a wywietrzniki lepiły się od tłuszczu. Nie wiem, jak im to Sanepid odebrał.
Pic knajpy miał polegać na tym, że kucharze wmieszani są między gości i na ich oczach rozprawiają te kaczki, udźce i inne tatary.
Ceny oczywiście stosowne i tylko gupi gości z prowincji mieli ubaw, którego nie bardzo rozumiał kierownik sali kręcący się koło nas.

wtorek, 18 stycznia 2011

Dżemka

Zawsze zastanawiałem się po co ludziom w budzikach funkcja „drzemka”. Bez tej funkcji budzik jest wręcz nie do przyjęcia. Po co ludzie ustawiają sobie budzenie na 6:50 skoro i tak zamierzają wstać o 7:00? Nabijam się, wiem, i to z 80% populacji pewnie. Ale inni się pewnie śmieją ze mnie, widząc jak o 23-ej słaniam się na nogach, gdy dla nich życie dopiero nabiera rozpędu. No cóż, nie żałuję, że takim typowym skowronkiem mnie stworzono. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ten świat jest naj (jeśli w ogóle) właśnie o świcie i nie umywa się do niego ten o zmierzchu zakurzony i spocony, przesycony czerwienią z brakami w błękicie.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Logika

Wczoraj na wykładzie zacnego profesora, co ma maczka, doszliśmy do wniosku, że jeśli myślisz, że nie myślisz, to się mylisz, bo właśnie myślisz o tym, że czy myślisz.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Witaminki

Zima wyssała ze mnie zupełnie zdrowie. Jakiś słabiutki jestem. Wpadłem więc do apteki do mojej ulubionej panie i zakupiłem Witaminer energia. Zażyłem czem prędzej pierwszą tabletkę i zabrałem się do przygotowań mieszkanka do przyjęcia księdza.
Podczas każdego pobytu w aptece nie mogę napatrzeć się na tę moją panią. Przypomina mi kogoś. Szczególnie sposób układania ust, gdy mówi. No i te przypudrowane piegi. Wolałem ją jednak w jasnych włosach. Zawsze ma i tak groźną minkę i te obecne kasztanowe pogłębiają tę marsowość na twarzy.

niedziela, 9 stycznia 2011

Wpadka

Podobno zostałem namierzony. Trzeba będzie uważać, co piszę, boż ludziska to czytają. A myślałem, że tak sobie bezkarnie "bloguję".

niedziela, 2 stycznia 2011

Kwiat pustyni

Przydarzyło się nam dziś obejrzenie ciekawego filmu "Kwiat pustyni". To o znanej somalijskiej modelce, której tradycyjnie w jej rodzinnym kraju wycięto zewnętrzne narządy płciowe brudną żyletką a następnie zaszyto całość zwykłym kolcem z jakiego pustynnego krzaka. Oglądając film miałem łzy w oczach. Jak facet może krzywdzić kobiety tylko dla zaspokojeniu pierwotnego instynktu posiadania. Zszokowała mnie zwłaszcza scena, gdy lekarz w Londynie chcąc pomóc bohaterce i udrożnić drogi rodne woła jako tłumacza Somalijczyka pielęgniarza, a ten miast przetłumaczyć życzliwe słowa doktora, wylewa kubeł pomyj na kobietę, mówiąc jej jak to ona zdradza kraj i narodowe zwyczaje przychodząc po pomoc do ginekologa. Próbowałem wyobrazić sobie cierpienia kobiety, której szamanka pozostawiła ledwie szparkę wielkości łebka zapałki. Jaki ból musiał wiązać się z oddawaniem moczu, że o menstruacji nie wspomnę. Ech faceci. Burki są przegięciem, ale to zasługuje na karę dożywocia, bo śmierć byłaby zbyt łaskawa.