poniedziałek, 30 maja 2011

Zapach kobiety

To tytuł znanego chyba wszystkim filmu, ale też zjawisko trudne do zwerbalizowania, a znane, czasem nazbyt dobrze, niewielkiemu procentowi populacji. Ulotne tak samo jak sam tytułowy zapach. Dziwne, bo przecież faceci zupełnie nie są z gatunku węchowców. Bo też pewnie i nie o zapach chodzi, tylko o coś znacznie bardziej złożonego. (często zastanawiam się jak wygląda zapachowy świat mojego psa, który zawsze biega z nosem tuż przy ziemi).

Zapach

Słynne „kobieto, puchu marny” niesie ten sam przekaz i jedynie facet może być autorem takiego stwierdzenia. A zwłaszcza facet, któremu w pewnym momencie życia zabrakło tego miętkiego w dotyku puchu marnego, zapachu ulotnego, delikatności czyniącej z chama dżentelmena.

Scent of a Woman

Innym fenomenem związanym istnieniem cennego żeńskiego pierwiastka w męskim świecie są damskie stopy. Ostatnio panuje w mediach moda na publiczne ogłaszanie gejowskiej orientacji. Ale tylko Szymon Majewski (cokolwiek o nim sądzić) na wizji przyznał się do uwielbienia tejże prozaicznej części kobiecego ciała. Znów trudno zwerbalizować, o co właściwie chodzi z tymi stopami. A jednak niektóre z kobiet doskonale zdają sobie sprawę, że to jeszcze jeden bardzo ważny argument w małżeńskich kłótniach. ;-)

Podeszwy

Pamiętam, że razu pewnego podczas wakacji w Augustowie, pół godziny „oglądałem” okulary słoneczne na jednym z ulicznych stoisk tylko dlatego, że sprzedająca je dziewczyna miała wręcz urzekające stópki odziane w skąpe klapki. Wstyd mi, ale co zrobić.

czwartek, 26 maja 2011

Duma

Marta kupiła sobie za własne pieniądze iMaka. Całej transakcji towarzyszyła jakaś dobra aura — oferta pojawiał się nagle i w rewelacyjnej cenie na Szarlotce. Teraz córcia wraca z pracy ze słowami „stęskniłam się za moim makiem, jest taki śliczny”.

Mania biurko

Ale nie to napawa mnie radością i… dumą. Najbardziej cieszy mnie sam fakt, że podejmując decyzję wydania swoich pieniędzy na nowy komputer nawet przez myśl jej nie przeszło, że będzie to jakikolwiek pecet. Of course Mac, of course my blood!

IMac foot

środa, 25 maja 2011

Czas na reklamę

Obama chwalił nasze kochane Apple, a to chyba nawet cenniejsze niż wysokie miejsca w rankingach na ludzi roku lub dekady w biznesie i pozycja produktów Apple w czołówce w testach sprzętu komputerowego.

Jobs Barack

Barack wymienił Steve’a Jobsa jednym tchem z innymi ważnymi ludźmi nauki, techniki i biznesu z historii USA w swoim przemówieniu. I nie zrobił tego byle gdzie, bo w parlamencie Zjednoczonego Królestwa w Westminsterze, a nie jakiegoś pośledniego kraiku (Polska?). Jego przemówienie usłyszeli widzowie wielu krajów świata, w tym i u nas. Ciekawy jestem, czy Jobs sprezentuje Obamie jakiś mały gadżecik, jak swego czasu Mediewiewowi.

Steve teraz wczesniej

Niech nam żyje 100 lat.

sobota, 21 maja 2011

Smak jabłek

Apple otwiera własną uczelnię dla swoich pracowników, jak podał magazyn Fortune. Steve Jobs zatrudnił specjalistę ze sławnej Yale School of Management, by uruchomić mini uniwersytet. To kolejny dowód na wyjątkowość firmy i jej szefa, albo jeszcze jeden powód, by popukać się w czoło. Znając historię Jobsa takie decyzje nigdy nie są dziełem przypadku.

czytaj dalej…

piątek, 20 maja 2011

Dwie połówki

Zakochani zazwyczaj bełkoczą coś o dwóch połówkach (ja też swego czasu miałem takie majaki). I z reguły zaraz potem przychodzi im do głowy czerwone jabłko brutalnie przekrojone ostrym narzędziem.

2polowki1

Zastanawiam się, czy ma to jakiś związek z niegdysiejszym incydentem w raju? No bo dlaczego akurat jabłko? Czy Eskimosi też krajają w takich momentach ten skądinąd sympatyczny owoc? Czy Eskimosi w ogóle wiedzą, jak wygląda jabłko? Nie, żebym miał coś do jabłek, wręcz przeciwnie, jabłczane komputery są najmilsze memu sercu. Ale dlaczego nie gruszka na ten przykład? Mnie ona kojarzy się z damskim łonem (ale nam facetom wszystko zawsze kojarzy się tylko z jednym). Nie mam pojęcia, z czym może się ona kojarzyć mojej drugiej połowie.

2polowki4

Albo może truskawka? To chyba tenże owoc podaje się do szampana, gdy nasza „druga połówka” od pół roku domaga się tzw. kolacji przy świecach.

2polowki5

Niniejszym chciałbym zaproponować wszystkim, będącym pod wpływem amoku popularnie zwanego zakochaniem, dwie wisienki jako symbol tego, co ich łączy.

Wisienki

Oddają one, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej różne aspekty sytuacji, w jakiej tkwią po uszy zakochane pary — razem, a jednak osobno, osobno, ale jednak na uwięzi, blisko, ale nie za blisko, no i żadnych ostrych narzędzi, żadnego połowienia itd..

Cały ten amok jest przecież tak ulotny, że byle powiew może go spłoszyć i co ja potem zrobię taki jabłkowo przepołowiony.

2polowki3

wtorek, 17 maja 2011

Tuskawki i starsza pani

Nie będzie to oryginalne z mojej strony, ale wpis dzisiejszy ma charakter reprymendy takiej samej, jakie Pan Premier rozdaje na prawo i lewo swoim ministrom miast mandatów.

Od czasów komunistycznych pamiętam, że szkoła powinna uczyć patriotyzmu. Tyle, że dawniej sprowadzało się to do prowadzania dzieci po cmentarzach i na sztywne akademie, a dzisiaj… sam nie wiem, może niech dzieciaki oglądają w tivi „Kocham Cię Polsko”, gdzie będą mieli okazję zobaczyć w wykonaniu gwiazd, do czego prowadzi zbyt częste chodzenie na wagary. Bo dziś premier naszego kraju podczas oficjalnej wizyty rzuca „Wasze truskawki są lepsze od naszych”. No niech tam, ja mógłbym coś takiego powiedzieć, ale nie premier. Choć i tak bym nie powiedział, bo nie lubię chwalić cudzego, raczej bym przełknął i przemilczał.

Truskawki nasze

Ostatnio zaskoczyła mnie wypowiedź Cejrowskiego, że chciałby powrotu arystokracji w Polsce i króla. Opowiadał o tym, że w bloku, gdzie kiedyś mieszkał, spotykał w obskurnej windzie starszą panią, która niewątpliwie w swoim zachowaniu i ubiorze była arystokratką acz biedną. Kolesie w dresach, też tam pomieszkujący, zaczepiali każdego, ale nigdy starszej pani. Zawsze wystarczało jedno jej spojrzenie.

Tusku z pewnością nie należy do arystokracji.

Old lady

niedziela, 15 maja 2011

Jestem normalny

Z najnowszego badania rynku przeprowadzonego przez Ericssona wychodzi, że 1/3 zapytanych uruchamia jakąś aplikację na swoim smartfonie zanim jeszcze wstaną z łóżka. Oczywiście badanie nie uwzględniało polskiej ściany wschodniej i tym podobnych niecywilizowanych regionów.  Jeszcze więcej zagadniętych przez Ericssona włazi na Facebooka zanim wezmą coś do ust (mam na myśli am am).

SocioNarkoman

Dla mnie też bez komputera nie ma życia, ale nie aż tak. Póki co jestem jeszcze normalny, choć pewnie już niedługo, bo jak wskaźniki przekroczą 50%, to tacy jak ja będą w mniejszości, a więc nienormalni.

Poza tym zupełnie nie kumam tego Facebooka — pogmatwany, wszędobylski, połowa świata „like it” i ciągle mi ktoś coś bazgrze po jakiejś tablicy (nigdy jej nie odnalazłem, więc nie wiem, czy nie trzeba już zetrzeć).

sobota, 14 maja 2011

Fenomen

Jadąc samochodem zachowuję szczególną ostrożność widząc w pobliżu białogłowę. Żaden to szowinizm, seksizm, rasizm ami inne zboczenie. To wyraz zrozumienia raczej, które przychodzi po latach zastanawiania się nad fenomenem stworzenia Ewy. Ja tam się nie znam, ale zakładam, że prawdą jest pomysł Stwórcy, by zaimplementować kobiecie 10 razy więcej zakończeń nerwowych niż nam facetom, stereoskopowe widzenie 65536 barw (przy męskich ośmiu), zmysł powonienia zdolny namierzyć perfumerię z odległości kilometra i do tego wszystkiego rozbuchany instynkt macierzyński. Przy takim nawale bodźców bombardujących mózg chyba nie większy od męskiego te trzy kolorowe światełka na skrzyżowaniu naprawdę mogą umknąć uwadze kobiety, a co dopiero mój maleńki mrugający kierunkowskaz.

Zapach kobiety

piątek, 13 maja 2011

Moda na dzieci

Prawie każdy z nas miał te dwadzieścia parę lat i wtedy panie marzyły o niebieskookich dzieciach a panowie o wypasionej lustrzance. Z połączenia tychże marzeń powstawały takie zdjęcia:

dzidzia

Nie tak dawno w tivi oglądałem jakiś wywiad z młodymi mamami, których dziś nie stać na takie marzenia, za to poddają się nowej modzie na posiadanie pewnego nieco mniej kosztownego zastępnika — laleczki. Ale nie są to zwyczajne laleczki. Towarzyszy im cały biznes: kupuje się im ubranka, chodzi do specjalnego fryzjera, są też stosowne mebelki w postaci siedziaczka czy innego fotelika.

Lalki

Prawda, że śliczne?

Lepsze to niż lalki porcelanowe, które jeno kurz zbierały. Takie to i na spacer zabierzesz, i do fotografa (jeśli tata nie ma wspomnianej lustrzanki), a na kawę do znajomych nie wstyd pochwalić się pociechami.

Wyginiemy jak dinozaury nawet jeśli żaden meteoryt nas nie potrąci.

Antydzidzia

Znalazłem też przypadek lalko-baby chyba z gatunku tych niegrzecznych. To chyba dobrze, że producenci specjalnie uwzględnili i ten przypadek spotykany wśród zwolenników tradycyjnego macierzyństwa.

wtorek, 10 maja 2011

Koniec Skype'a jakiego znamy

Microsoft rozczął swoją karierę od kupna od nieznanego nikomu informatyka (patrz film „Piraci z krzemowej doliny”) za kilka dolarów systemu DOS, który poddano liftingowi i sprzedano za tysiące $ dla IBM pod nazwą MS-DOS. System był uważany za jeden z najbardziej zapluskwionych. Stąd szybko powstał jego bezpłatny zamiennik PC-DOS. Dziś Microsoft kupił Skype i wydał na to tak dużo kasy, jak nigdy dotąd, a kupił już sporo różnych firemek.

Więcej na https://belffer.wordpress.com/2011/05/10/skype/

Chłopaki na liście dyskusyjnej śmieją się, że od teraz dostępny będzie w wersjach (i cenie): Starter, Home, Premium, Professional i Ultimate. W wersji 64-bitowej wyłączona będzie funkcja rozmowy ze względu na brak sterowników obsługujących mikrofon, ale za to obraz będzie w rozdzielczości HD. :-)

Jutro to już może być historyczny zrzut ekranu z makiem.

Skype

niedziela, 8 maja 2011

Lista

Postanowiłem zacząć tworzyć listę krzywd. Psychologia mówi bowiem, że wygadanie się pomaga. W przyszłości lista posłuży do stworzenia bardziej praktycznego pisma.

Moja prywatna pani psycholog ma zadziwiającą, wrodzoną wręcz zdolność słuchania. Korespondując z nią oczekuję jednak odruchowo dialogu, a nie tylko przytakiwania. Ona chyba to wie, bo przetyka jednak swoje wypowiedzi bardziej kreatywnymi stwierdzeniami.

Ostatnio doszedłem do wniosku, że rano lubię po prostu zasiąść do maka. Wygląd samego komputera, systemu, intuicyjność aplikacji, schludna stonowana kolorystyka sprawiają mi po prostu przyjemność. Jeśli ktoś był w IKEA to zapewne wie o czym mówię, a raczej piszę. IKEA też ma bardzo specyficzną stylistykę i filozofię. Lubię po prostu chodzić po ich sklepach, acz oczywiście nigdy nie wychodzę z pustymi rękami — choćby drobiazg, bo oczywiście na wiele więcej mnie nie stać. Do dziś najchętniej w domu używamy szklanych miseczek marki IKEA, które są jakby idealnymi półkulami bez żadnych dodatkowych zdobień. Sztućce kupione jakiś czas temu to po prostu klasyka kształtu — znów tylko idealna forma bez ozdóbek. Szkoda, że najbliższy sklep dopiero w Gdańsku.

piątek, 6 maja 2011

Cytat z Pani Asi

Chyba zapomniałem napisać o źródle moich dywagacji. Oto ono:

„Ze względu na to, że Pana podręcznik bardzo dobrze został oceniony przez recenzenta, jeżeli chodzi o sposób przedstawiania treści, układ i zamysł, czego nie możemy powiedzieć o materiale, który przygotował dla nas autor pod system Windows, chcielibyśmy zaproponować Panu współpracę, która polegałaby na tym, że Pana podręcznik chcielibyśmy wykorzystać jako bazę do podręcznika pod system Windows. W tej książce, byłby Pan oczywiście jej współautorem. Panie Jarku, mam nadzieję, że nie odbierze Pan tej propozycji negatywnie. Wiem, jaki ma Pan stosunek do systemu Windows, ale jestem pewna, że przedstawiona propozycja byłaby gwarantem, że podręcznik pod system Windows byłby również dobry. Wszystko zależy wyłącznie od Pana. Mam nadzieję, że nie ma Pan mi za złe tej propozycji.”

Na zakręcie

W końcu napisałem trzy sztuki życiorysu i poniosłem do ludzi. Dowartościowałem się ostatnimi pochwałami za moje pisanie, a jak jeszcze w niedzielę jakiś szemrany typ na mój widok skłonił się w szerokim „dzień dobry”, kontrast z mobbingiem, jaki już na mnie czeka za drzwiami ukochanego zakładu pracy, podskoczył chyba powyżej stanu alarmowego. Coraz bardziej odczuwam potrzebę pracy wśród ludzi, którzy czegoś chcą i pozwolą mi chcieć. Już nawet nie żeby pomagali, wystarczy, że nie przeszkadzaliby. Zbliża mi się 5-ty krzyżyk, a mnie ciągle się chce. Budzę się o 5-ej rano z myślą, czy już wypada wstać, kawę zrobić i poklepać w klawiaturę. Szkoda mojej energii na jakieś wojny podjazdowe, kiedy jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia. Na szczęście środowisko polskiej edukacji jest tak leniwe, że nikt mi tej twórczej roboty nie podbiera.