Szukam Ci ja pracy jako belfer od komputerów. Pani dyrektor mówi mi na to „…no ale pan na macintoshach uczy, a nasze dzieci mają pecety i pewnie czułyby się zagubione…”.
I c mam powiedzieć? Znów tłumaczyć? Przecież to tak jakby na kursie prawa jazdy powiedzieć „pan uczy jeździć fiatem a ja mam opla, więc poszukam innego wykładowcy”.
Nie uczę ani na macintoshach, ani na pecetech.Uczę technologii informacyjnej. Dobrze przyuczony fachowiec wbije gwoździa każdym młotkiem, bo nie chodzi o młotek tylko o to, żeby gwóźdź został wbity dobrze i bezpiecznie.
Najbardziej wkurza jednak to, że to ja mam się tłumaczyć, a nie ci pecetowi nauczyciele, którzy wypuszczają kalekie dzieci, którzy uczą tylko obsługi windows, worda i painta. Z resztą przez wiele lat miałem tych „nauczycieli informatyki” na kursach i nawet z obsługi worda postawiłbym im dwóję. Nic tylko spacje, entery i tabulatory. (http://belffer.republika.pl/files/pismo.jpg) — cała ich wiedza. Do tego może jeszcze wordarta wstawić, bo to takie fajne. A jak im worda zabrać, to stają się bezradni jak małe dziecko.
A u mnie w programie 4 edytory tekstu, 7 przeglądarek itd. A temat brzmi „znajdź podobieństwa i różnice w działaniu tych programów”.
No tak, ale to ja jestem ten kulawy belfer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz