Wstałem sobie po 6-ej, ledwie siadłem do komputera, a tu karetka pod oknem przejechała. Jakoś mnie tknęło, że pojechali gdzieś niedaleko. A że samochód poprzedniego dnia został po domem, szybko wskoczyłem w ubranko i ruszyłem za dźwiękiem syreny.
No i mam krótki reportaż ze zderzenia czołowego. Cztery trupy na miejscu. Pierwszy raz podążyłem za służbami i od razu taka poważna kolizja. Nie było łatwo, służby są chyba uczulone na paparazzi, więc bardzo wszyscy mnie obserwowali i odganiali.
Dziś chyba skoczę do Olsztyna, ale strach po tym co widziałem pozostał. Trzeba być ostrożnym. Jeden z tych samochodów nic nie zawinił, to drugi jechał zbyt szybko i wpadł w poślizg, a zginęli wszyscy. Tego nie da się przewidzieć. Wsiadasz rano, wieziesz córkę na dworzec i jest to ostatnia Twoja podróż. Nawet się nie pożegnali z domownikami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz