Zakochani zazwyczaj bełkoczą coś o dwóch połówkach (ja też swego czasu miałem takie majaki). I z reguły zaraz potem przychodzi im do głowy czerwone jabłko brutalnie przekrojone ostrym narzędziem.
Zastanawiam się, czy ma to jakiś związek z niegdysiejszym incydentem w raju? No bo dlaczego akurat jabłko? Czy Eskimosi też krajają w takich momentach ten skądinąd sympatyczny owoc? Czy Eskimosi w ogóle wiedzą, jak wygląda jabłko? Nie, żebym miał coś do jabłek, wręcz przeciwnie, jabłczane komputery są najmilsze memu sercu. Ale dlaczego nie gruszka na ten przykład? Mnie ona kojarzy się z damskim łonem (ale nam facetom wszystko zawsze kojarzy się tylko z jednym). Nie mam pojęcia, z czym może się ona kojarzyć mojej drugiej połowie.
Albo może truskawka? To chyba tenże owoc podaje się do szampana, gdy nasza „druga połówka” od pół roku domaga się tzw. kolacji przy świecach.
Niniejszym chciałbym zaproponować wszystkim, będącym pod wpływem amoku popularnie zwanego zakochaniem, dwie wisienki jako symbol tego, co ich łączy.
Oddają one, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej różne aspekty sytuacji, w jakiej tkwią po uszy zakochane pary — razem, a jednak osobno, osobno, ale jednak na uwięzi, blisko, ale nie za blisko, no i żadnych ostrych narzędzi, żadnego połowienia itd..
Cały ten amok jest przecież tak ulotny, że byle powiew może go spłoszyć i co ja potem zrobię taki jabłkowo przepołowiony.
1 komentarz:
To chyba jedna z najpiękniejszych notek jakie dotąd napisałeś :) Dumien jestem.
Prześlij komentarz