sobota, 30 kwietnia 2011

Nowa era

I nie chodzi o to całkiem dobre polskie wydawnictwo.

Rok temu wartość Apple przekroczyła wartość Microsoftu. Wczoraj dochód netto Apple przerósł dochody Microsoftu. Niechybnie jesteśmy świadkami końca ery peceta i narodzin ery urządzeń mobilnych, dokumentów przechowywanych w chmurze zamiast na dysku, sklepów internetowych (App Store, Android Market, iTunes Store, Nokia Store itd.). Google pracuje nad systemem operacyjnym, który zamiast w komputerze będzie w internecie. Kupujesz nowy komputer? Nie musisz niczego instalować na nowo, bo wszystko co miałeś zainstalowane, jest i tak w chmurze.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Blogowanie

Doczekaliśmy się dziwnych czasów, których dziwność dla mnie – informatyka – może i wcale nie jest taka niedorzeczna. Minister Radek nie był z przyczyn służbowych na konferencji prasowej, ale spokojnie komentował sobie jej przebieg na swoim Tweeterze, siedząc w Berlinie bodajże. Dla tych, co nie wiedzą, Tweeter to takie cuś, co pozwala rozgłaszać swoje myśli w sieci na bieżąco i są one widoczne dla wszystkich osób obserwujących ćwierkającego.
Blogowanie, takie jak to, też chyba wkrótce przejdzie do lamusa. Coraz więcej fanów zdobywają sobie podcasty (wpisy są w formie nagrań dźwiękowych) i wideocasty (wpisami są nagrania filmowe). Co tam czytać czyjś pamiętnik internetowy. Słyszeć głos blogera, a tym bardziej widzieć go, to dopiero wyższy stopień obcowania z kimś zza oceanu.
Dziś znalazłem program (na maka) pozwalający wygodnie i estetycznie prowadzić multimedialny pamiętnik. Reklama do obejrzenia tu:

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wszystko kiedyś przemija

W przyszłym roku ma ukazać się pierwsza autoryzowana biografia Jobsa. Czas chyba ją spisać dla potomnych.
Co jakiś czas makowym światem wstrząsa informacja o kolejnej nieobecności szefa Apple. To rak trzustki powoduje, że Stefek taki wychudzony od ponad roku. Póki co ciągle mu się udaje, wraca na kolejne Keynote. A co jeśli kiedyś nie wróci?
Chyba nie tylko ja tego sobie nie wyobrażam. Bez niego Apple to już nie to samo. Przecież nie ma na świecie drugiej takiej firmy, która produkowałaby komputer sam w sobie, inny niż wszystkie, z własnym systemem, własną filozofią. A to wszystko napędza Stefek ze swoim wizjonerstwem.
Trudno to wyjaśnić komuś, kto nie spróbował maka. Niby komputer jak wszystkie inne, ale trzeba poczuć pod palcem dotyk gładzika w maku, by wiedzieć na czym polega różnica. Każdy laptop ma klapę z ekranem, ale tylko makowy nie ma wystających zatrzasków, które zastąpił niewidzialny magnes dookoła ekranu. Rynek zdobywają telefony z ekranem dotykowym, ale który z nich potrafi odczuć dotyk moich kilku palców jednocześnie? Tylko ten od Stefka.
Wiem, to drobiazgi. Ale to dzięki nim facet mówi o kobiecie "ona ma to coś", nie umiejąc nawet zwerbalizować, co ma na myśli. Zapach kobiety to tak jak dotyk maka. Jak to zdefiniować?

niedziela, 10 kwietnia 2011

Strzał w 10

Pomysłowość Stalina porównałbym z tą, zaprezentowaną przez organizatorów zamachu 11 września. Katyń zmienił historię Polski diametralnie. Wymordowanie polskiej inteligencji dało nam 40 lat rządów durnej klasy robotniczej. Czysta demagogia. Ile wart w polityce jest byle chłop siłą od pługa oderwany pokazał sławetny Lepper.
Dziś chciałem pochylić czoła nad Lechem Kaczyńskim. Nikt nie zrobił tyle dla Katynia, co on, rozpier...jąc tak skutecznie swój samolot na lotnisku pod Smoleńskiem.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Nieporozumienie

Szukam Ci ja pracy jako belfer od komputerów. Pani dyrektor mówi mi na to „…no ale pan na macintoshach uczy, a nasze dzieci mają pecety i pewnie czułyby się zagubione…”.
I c mam powiedzieć? Znów tłumaczyć? Przecież to tak jakby na kursie prawa jazdy powiedzieć „pan uczy jeździć fiatem a ja mam opla, więc poszukam innego wykładowcy”.
Nie uczę ani na macintoshach, ani na pecetech.Uczę technologii informacyjnej. Dobrze przyuczony fachowiec wbije gwoździa każdym młotkiem, bo nie chodzi o młotek tylko o to, żeby gwóźdź został wbity dobrze i bezpiecznie.
Najbardziej wkurza jednak to, że to ja mam się tłumaczyć, a nie ci pecetowi nauczyciele, którzy wypuszczają kalekie dzieci, którzy uczą tylko obsługi windows, worda i painta. Z resztą przez wiele lat miałem tych „nauczycieli informatyki” na kursach i nawet z obsługi worda postawiłbym im dwóję. Nic tylko spacje, entery i tabulatory. (http://belffer.republika.pl/files/pismo.jpg) — cała ich wiedza. Do tego może jeszcze wordarta wstawić, bo to takie fajne. A jak im worda zabrać, to stają się bezradni jak małe dziecko.
A u mnie w programie 4 edytory tekstu, 7 przeglądarek itd. A temat brzmi „znajdź podobieństwa i różnice w działaniu tych programów”.
No tak, ale to ja jestem ten kulawy belfer.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Dziwny koniec

W sobotę postawiłem ostatnią kropkę w pracy nad wstępnym materiałem książki. Teraz przez rok wróci ona do mnie jeszcze kilkanaście razy po korektach helionowych fachowców od wszystkiego.
Ostatnia kropka dziwnie wybrzmiała. Siadłem sobie ci ja po południu by napisać ostatnie akapity. Maczek na kolanach, w telewizji film o papieżu z okazji rocznicy śmierci. Piszę, słucham jednym uchem, spoglądam jednym okiem. Ostatnia kropka zbiegła się z końcem filmu, pojawiły się napisy końcowe i specyficzna muza. Wiem, wiem. Bzdury. Ale mnie się zrobiło tak jakoś. Mam nadzieję po prostu, że podoba się Panu to, co robię i jak spędzam swoje marne życie. Tylko tyle.