Zaprowadzili nas ADE do knajpy stołecznej „U kucharzy”. W gazetach o niej pisali, że Warszawiacy się tam spotykają, a miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
Knajpa przerobiona ze starej gierkowskiej kuchni. Właściwie to oni tam chyba nic nie remontowali, tylko kuchenne stoły prześcieradłami przykryli. Nawet tynk ze ścian odpadał, a wywietrzniki lepiły się od tłuszczu. Nie wiem, jak im to Sanepid odebrał.
Pic knajpy miał polegać na tym, że kucharze wmieszani są między gości i na ich oczach rozprawiają te kaczki, udźce i inne tatary.
Ceny oczywiście stosowne i tylko gupi gości z prowincji mieli ubaw, którego nie bardzo rozumiał kierownik sali kręcący się koło nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz