Obowiązki gosposi coraz bardziej mi odpowiadają, a odkąd spożytkowałem talony żony na zakup profesjonalnej patelni w pobliskim domu handlowym gminnej spółdzielni, smażenie stało się po prostu przyjemnością. Nic nie przywiera, szturam sobię te kotlety drewnianą łopatką, a one suną jak po lodzie. W Lidlu zakupiłem silikonowe pędzelki do smarowania tłuszczem i teraz smyram teflonową powierzchnię patelni seledynowymi frędzelkami. Ten teflon w dotyku to jest trochę jak mój makowy głądzik. Panowie, uwierzcie swoim żonom — dobra patelnia to skarb.
1 komentarz:
Tak!!! Zdecydowanie jestem właśnie takiego zdania!!! Dlatego u mnie w domu wiszą właśnie 3 teflony, mała, średnia i duża. A żeby nie było, jak na prawdziwa babę przystało i na kurę domową oczywiście, to zamierzam do kolekcji zakupić także głęboką na bitki, bo u nas wszyscy jesteśmy smakoszami sosów i jego na patelni zawsze musi być wiecej niż mięsa :)
...
Ups... Chyba sie zagalopowałam!
;0)
Serdecznie pozdrawiam! :)
Prześlij komentarz