sobota, 3 kwietnia 2010

Podróż

Wczoraj odwiedziliśmy teściów. Powrotna droga jak zwykle po ciemku, więc mało przyjemna. Siedząc za kierownicą odebrałem życie małemu pieskowi. Jest mi bardzo smutno i przykro. Nie jechałem szybko, wcisnąłem hamulec, odbiłem w lewo, ale piesek nie przyspieszył kroku, na co liczyłem i sięgnęło go prawe koło. Chyba... bo coś stuknęło pod kołem. Przepraszam Panie Boże, za nic nie chciałem tego. Bardziej na lewo nie mogłem, bo z przeciwka jechał inny samochód. Mogłem mocniej hamować, z piskiem, ale absolutnie liczyłem, że on ostatnie dwa kroki zrobi nieco szybciej. A on nie przyspieszył wcale i zabrakło mu kilku centymetrów. Bardzo źle się z tym czuję, bardzo źle.

Brak komentarzy: