Wczorajsze 12 godzin nad trzecią recenzją zmęczyło mnie co nieco, zwłaszcza moje mięśnie karku odczuły dyskomfort. A recenzent wyjątkowo czeliwy. Odniosłem wrażenie, że zupełnie nie spodobał mu się mój maczkowy entuzjazm. Stwierdził, że to niezręczna reklama i należy usunąć wszystkie słowa pochwały dla wygody i intuicyjności makowej.
W ogóle wygląda na to, że gdybym napisał książkę taką, jak inne, zwykłym suchym językiem, to miałbym znacznie mniej pracy. Wczorajszemu recenzentowi nie spodobała się także potoczność mojego języka i zaproponował zamianę przymiotnika "makowy" na "skierowany do użytkowników komputerów macintosh". Zajefajne, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz