Często w pozwach sądowych papuga wstawia gadkę, jakie to straty poniósł twórca, za konsumpcję którego Jan Kowalski nie uiścił stosownej opłaty. Jeśli Jaś skonsumował dzieło w imieniu prowadzonej przez siebie firmy ma to sens, ale jeżeli wziął i pobrał sobie film z netu, po czym bezczelnie go obejrzał rozwalony na kanapie, to już niekoniecznie. Czy wytwórnia stracił na tym? W większości przypadków pan Jan pewnie i tak nie miał zamiaru iść do kina, bo woli swoją kanapę.
TVN wypuścił fajny player, w którym mogę obejrzeć przegapiony odcinek Kuby Wojewódzkiego, a za 6 zł udostępni mi program, który puszczą dopiero za tydzień. I jakoś wcale mi nie spieszno do wydania tych paru zeta — poczekam aż będzie za free. Kiedyś iTunes zrewolucjonizowało rynek muzyczny wprowadzając sprzedaż piosenek na sztuki. A ile było gadki zanim Jobsowi udało się przekonać do tego pomysłu wytwórnie fonograficzne. Bo ja nie chcę płacić pół stówki za cały album, na którym dobre moim zdaniem są tylko dwa kawałki, a producent chce w hurcie sprzedać przy okazji także to, co specjalnie nie wyszło. Kiedyś Jobs powiedział: „Nie bawimy się w obmyślanie zabezpieczeń oprogramowania przed piractwem, bo koszty takiego przedsięwzięcia przewyższają zyski. Staramy się tak je zrobić, by w przyszłości użytkownik docenił je i kupią oryginał.”
To ja ze swojego podwórka sparafrazuję — Zamiast wydawać pieniądze na pensję dla tysięcy policjantów, przeznaczmy choć część z tych środków na opłacenie pracy dobrych nauczycieli i wychowawców, bo ich podopieczni w życiu dorosłym docenili zalety życia w cywilizowanym praworządnym kraju.
Państwa policyjne nigdzie się nie sprawdziły, a ja przecież jeszcze całkiem świeżo pamiętam, jak to drzewiej bywało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz