Nie tak dawno rozwodziłem się nad angielskim policjantem i chyba wykrakałem. Ten dżentelmen przyjaciel człowieka okazał się bezradny wobec tego, co przyniosła wakacyjna londyńska ulica. Podejrzewam, że chłopaki w mundurach stali i oczom nie wierzyli, bo też w szkole zupełnie nic nie wspominali o tym, że można demonstrować nie wiadomo w jakiej sprawie niszcząc i okradając sklepy. Nota bene nawet filię Apple Store ewakuowano z obawy przed rosnącym pożądaniem produktów z jabłkiem w cenie $0,00.
No właśnie, czy naprawdę nic nie wiadomo o pobudkach tych młodych ludzi? Dobrze jest posłuchać Polaka, który pomieszkiwał nad Tamizą. Tamtejsze spokojne społeczeństwo przemierzające równiutkie chodniki w drodze do swych równiutko ustawionych domków z czerwonej cegły, z równiutko przystrzyżonym trawnikiem za domem i lśniącą limuzyną przed nim, tylko z pozoru chyba było obrazem szczęścia i spokoju. Od dawna gdzieś z dala od tych domków narastało naprężenie, dorastali imigranci różnej maści ze świadomością, że pewne dzielnice, sklepy i uczelnie nigdy nie będą dla nich dostępne mimo, że od dawna mówią „tu jest mój kraj”. Dziwne, bo nigdy wcześniej nigdzie nie słyszałem o angielskim rozwarstwieniu. Więcej, wydawało mi się, że jest to kraj w sam raz dla mnie.
A co mają z tym wspólnego trampki? Ano te nowomodne buty, kojarzące mi się z płaskostopiem i intensywnym zapachem najtańszej gumy, to chyba panaceum innych młodych ludzi na frustrację taką, jaką zwymiotował Londyn. Tylko trzeba je łykać długo przed, a nie w trakcie.
Kilka lat temu szmateksy wrosły w nasz krajobraz i stały się pełnoprawnymi magazynami mody. Dziś nawet p. Kwaśniewska opowiada w telewizji o swoich szmateksowych zdobyczach, choć chyba trzeba ją brać na wpół serio. Dziś też jest moda na trampki zwykłe, kolorowe, na obcasie, odkryte,sznurowane i na rzepy. Nie stać mnie na szpilki od Louboutina, więc lansuję trampki z osiedlowego But-marketu.
2 komentarze:
Dobry, mocny tekst, jakiego mógłby pozazdrościć niejeden czołowy felietonista kraju.
Cudowron się podlizał. Fajny wpis. Pozdrawiam,mira ceti
Prześlij komentarz