piątek, 27 lipca 2012

Palcem po szybie

Microsoft przestał już być numerem jeden na rynku IT. Zaczął więc skupiać się na rynku usługowym oferując na przykład SkyDrive, a jego największym produktem programistycznym pewnie jeszcze długo pozostanie jedynie Office. Bo to faktycznie to dobry pakiet biurowy i trudno wskazać w tej chwili jakiegokolwiek konkurenta zwłaszcza dla Excela.

IPad Office

Wychowałem się na Commodore 64 i jego następcach, może z uwagi na ich ojca — łodzianina Jacka Trzmiela. Po kilku latach spędzonych jak wszyscy przy pecetach (1991-98) potem zauroczyły mnie maczki i reszta produktów Apple — wygoda i urok osobisty, wyjątkowe połączenie funkcjonalności i sztuki użytkowej. Dziś jeszcze nie wyobrażam sobie pracy nad ambitniejszymi rzeczami przy pomocy iPada, acz dostrzegłem jego potencjał. Wygodniej mi jednak wciąż korzystać z klawiatury i myszki i jakoś nie mogę przesiąść się choćby na chwalony makowy gładzik, mimo jego subtelnego dotyku. No ale ja stary już jestem i z wiekiem coraz trudniej mi się co chwilę przestawiać na nowe.

Ipad finger

Co innego moje dzieci, które dzisiaj poznają świat komputerów innych niż Commodore i spółka. One wychowają się na iPadzie i telefonie z dotykanym ekranem, którego ja znów nie potrafię zaakceptować do końca. Pamiętam, że minęło sporo czasu zanim przestałem biegać do biblioteki po materiały zamiast sięgnąć po prostu do sieci i to dzieci właśnie nauczyły mnie, że biblioteka staje się przeżytkiem. One dziś przerzucają kartki w e-gazecie machnięciem palca, a wkrótce będą pewnie wyciągać z plecaka iPada i odrabiać na nim lekcje. To nieuniknione.

Facebook chat

U siebie jestem póki co przedmiotem drwin z powodu wykorzystania poczty elektronicznej i Facebooka do kontaktu dydaktycznego z uczniami I nie tylko dydaktycznego. Ale w bardziej cywilizowanych środowiskach większych miast zauważam, że takie metody stają się już normalnością. I bardzo dobrze, bo to nauczyciel musi się dostosować do 30-ki uczniów i ich sposobu percepcji świata, a nie odwrotnie. Punkt widzenia polskiej szkoły odbiega od zachodniego — przekonujemy się do nowych technologii w ślimaczym tempie. Dzieci poradzą sobie z tym znacznie lepiej. Żyć i pracować będą w Unii, wymiana pomysłów, mody i zwyczajów przebiegnie szybciej i mniej boleśnie. Dla nich wygodniejsze i bardziej naturalne będzie pewnie montowanie filmu z wakacji w łóżku na iPadzie zamiast na stacjonarnym komputerze. Czy w ogóle jeszcze takie będą? Nasze dzieci mogą nie mieć najmniejszej ochoty używać myszek, klawiatur i podobnych narzędzi, które przecież są sztucznym sposobem wprowadzania tekstu czy wskazywania czegoś na ekranie. Czyż palcowy sposób nie jest bliższy naturze?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Też staram się wykorzystywać zdobycze techniki do celów dydaktyki. Słowo honoru, sama na to wpadłam, rozważając jak mogę dotrzeć do do uczniów poza jedną godziną w tygodniu, którą wg planu dydaktycznego mogę im poświęcić. Pozdrawiam "postępowych belfrów :-)"